Zawsze denerwowała mnie rozrzutność polskiego rządu (nie tylko mnie i nie tylko rozrzutność ;) ), zwłaszcza w kwestii wydatków na infrastrukturę informatyczną. Niby jestem informatykiem, zarabiam na chleb pisząc oprogramowanie, które następnie jest sprzedawane. Powinienem zatem cieszyć się, że ceny software’u są jakie są.
Nie mogę jednak znieść tego, że ZUS wyda na oprogramowanie biurowe Microsoftu 62 miliony złotych (sic!). Tak, chodzi o ten sam ZUS, instytucję, która stoi na skraju wypłacalności. Nie mogę znieść dlatego, że alternatywny pakiet oprogramowania, które swoją funkcjonalnością w ogóle nie odbiega od propozycji Microsoftu (oba pakiety spełniają potrzeby ZUSu w 100%) jest… darmowy.
Nie jestem za radykalnym uwalnianiem instytucji państwowych. Zdaję sobie sprawę, że większość urzędników jest niereformowalna, nigdy nie nauczy się obsługi choćby najprostszego Linuksa, dlatego musimy wyjąć z naszej kieszeni i kupić im Windows. Jestem w stanie się z tym pogodzić – przynajmniej w tej chwili. Ale to, że mając do wyboru dwa niemal identyczne w obsłudze pakiety, kupuje się ten droższy, bo… no właśnie? – to jest dla mnie absurdem totalnym. Dlatego zachęcam do przyłączenia się do akcji i podpisania się pod petycją.