Ostatnio dość często zmieniam komputery na których pracuję/spędzam wolny czas. Tak już mam, że do niektórych czynności wolę wykorzystywać laptopa, do niektórych komputera stacjonarnego. Czasem lepiej pisze mi się pod Linuksem – czasem w Windows. W każdej z maszyn/systemów operacyjnych mam zainstalowaną ulubioną Operę, skonfigurowaną ‚pod siebie’ ze swoimi zakładkami i kanałami informacyjnymi RSS/Atom. Oczywiście, często jest tak, że gdy znajdę wartościowy link, czy zasubskrybuję ciekawy kanał informacyjny i dodaję go do ustawień Opery. Niestety, z oczywistych powodów, ustawienie to nie propaguje się do pozostałych konfiguracji, co kończy się tym, że raz na jakiś czas muszę przekopiowywać ustawienia z maszyny na maszynę.

Postanowiłem z tym skończyć i wynieść swoje ustawienia do Sieci. Z pomocą przychodzi tu Google Reader, który jest naprawdę ciekawym i funkcjonalnym czytnikiem kanałów informacyjnych. Wiem, że nie jest to epokowe odkrycie i wszyscy miłośnicy nowinek internetowych dawno mają już ten temat przewałkowany, ale mi jakoś nigdy wcześniej nie wydawał się on w żaden sposób przydatny, toteż jego istnienie doceniłem dopiero teraz – gdy pojawiła się realna potrzeba jego używania. Google Reader ma etykietowanie, pozwala na szybkie dotarcie do nowych informacji, no i jest online! Nie jest to może tak wygodne narzędzie jak Akregator, ale jest (poprzez swoją online’owość) wieloplatformowy, a swoją funkcjonalnością z pewnością przewyższa ubogi pod tym względem czytnik wbudowany w Operę.

Jedyny mankament używania Google Readera to taki, że nie mogę w żaden sposób skonfigurować Opery do tego, by po wybraniu domyślnej ikony kanału, uruchamiała Google Readera właśnie – Opera nadal dodaje kanał do swojego czytnika.

Na szczęście znalazłem sposób obejścia tego problemu za pomocą gadżetu oferowanego przez samego Readera. Wystarczyło wybrać link zawierający skrypt pozwalający na automatyczną subskrypcję zawartości oglądanej strony i przeciągnąć go w dowolne miejsce interfejsu Opery trzymając klawisz Shift.

Dzięki tej operacji, klikając w przycisk stworzony przez Operę, mogę swobodnie dodawać oglądaną stronę do swojego czytnika.

Rozwiązanie nie jest oczywiście idealne, ale wystarczające (choć wolałbym jakoś skonfigurować domyślne zachowanie Opery – może przyszłe wersje tej przeglądarki będą bardziej otwarte na takie rozwiązania).

Znalazłem także ciekawy programik pozwalający sprawdzać, czy w naszej skrzynce znalazły się nowe nieprzeczytane wiadomości z kanałów informacyjnych i informujący o tym za pomocą okienka popup Google Reader Notifier, ale z nieznanych mi jeszcze przyczyn to narzędzie w ogóle nie działa :)